30 października 2016

książkowo: "Czerwone światło hańby"

Hej hej!

Do kulturalnej sekcji na ajce i serii "filmowo" postanowiłam dorzucić nową - "książkowo". Tytuł mówi sam za siebie - pisać będę o przeczytanych książkach, oczywiście poza lekturami (chyba, że jakaś wybitnie mnie wciągnie i wejdzie do mojego osobistego kanonu zajebistości - w tym przypadku znajdę dla niej miejsce na blogu). 

Zanim zaczniemy, opowiem wam jeszcze, czym się kieruję przy wyborze pozycji. Książki kupuję bardzo rzadko, za to bardzo często odwiedzam bibliotekę i to właśnie stamtąd pochodzi większość czytanych przeze mnie tytułów (z dzisiejszym włącznie). Jeżeli myśleliście, że polecę wam jakąś stronę, z której czerpię informacje, recenzje i opinie na temat autorów i ich dzieł, byliście w dużym błędzie. Niemal zawsze sięgam na półkę na chybił trafił i wybieram to, co w jakiś sposób zainteresuje mnie opisem z tyłu bądź innymi ozdobnikami. Powiem jednak otwarcie, że bardzo często sięgam po literaturę amerykańską, a moim ulubionym gatunkiem jest wszystko to, co mieści się w szeroko pojętym kryminale, detektywistyce, thrillerze i akcji. 

Po tym przydługim wstępie przejdę wreszcie do rzeczy i podzielę się z wami przemyśleniami na temat książki autora (o dziwo) nieamerykańskiego. Przed wami Graham Masterton i "Czerwone światło hańby".



Rozwodziłam się już we wstępie, więc tą część postaram się utrzymać w jak najbardziej skrótowej wersji. 

Od samego początku coś się dzieje. Z czasem autor odsłania coraz więcej szczegółów, tu i ówdzie wtrąca niespodziewane zwroty akcji, nie szczędzi krwistych opisów (których nie ma znowu AŻ tyle, bo najwyraźniej Masterton wyznaje regułę mało a porządnie, jednak obfitują w makabryczne wydarzenia), zgłębia świat przestępstw na tle seksualnym; wzlotów i upadków życia w służbie prawu; korupcji; ludzkiej moralności, a to wszystko zmierza do zakończenia równie fascynującego, co cała książka. Poszczególne rozdziały są dość zwięzłe, nie rozwlekają się przesadnie, co w mojej opinii jest zaletą; jestem skrzywiona po kilku(nasto)stronicowych opisach, jakie nierzadko fundują nam lektury. Tak samo, jak w przypadku filmowej serii, nie zdradzam szczegółów ani zakończenia w razie, gdyby ktoś z was skusił się na ten tytuł. Powiem tylko, że wizja finału zmienia się w trakcie lektury. Kiedy tylko wydaje się być dość oczywista, pojawia się zmiana, nowy dowód w postępowaniu, nowa zbrodnia. Autor pogrywa sobie z czytelnikiem i bardzo mi się to podoba.


Nie trzeba być zbyt bystrym, żeby domyślić się, jaki jest mój werdykt. Serdecznie polecam wam tę książkę. Dała mi całą garść przeżyć w trakcie czytania, pochłonęłam ją bardzo szybko i myślę, że sięgnę po inne pozycje Mastertona. Było to pierwsze zetknięcie z jego twórczością i zapowiada się ona naprawdę obiecująco, a z postępów będę składać wam relacje w kolejnych odsłonach książkowej serii.

Wkrótce pojawi się wpis filmowy oraz całkiem niewykluczone, że w końcu podzielę się z wami moim bullet journalem - zarówno twórcami, którzy mnie inspirują i których poczynania z bujo obserwuję, jak i moim własnym zeszytem, w którym metodą prób i błędów organizuję swoje życie.

Na dziś to wszystko. Jak zawsze zachęcam was do udzielania się w komentarzach - znacie twórczość Mastertona? a może opis przypomina wam inną, przeczytaną przez siebie książkę? Koniecznie wspomnijcie też o swoich rekomendacjach, bo obecnie staram się czytać jak najwięcej i ciekawa jestem, jakie pozycje najbardziej przypadły wam ostatnio do gustu. Do szybkiego napisania!

Love you,
K.

8 komentarzy:

  1. Ja to na razie muszę przebrnąć przez "Zdążyć przed panem Bogiem" haha, ale niewykluczone, że w wolnej chwili sięgnę po tę książkę bo mnie zachęciłaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się naprawdę ciekawa! Może niebawem po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam ♥,
    yudemere

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna książka która dołączy do mojej listy czekających na przeczytanie :)
    http://wiktoria-komisarz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie to wczesniej jej nie znalam, ale wydaje sie bardzo ciekawa! Jeszcze ta okladka prezentuje sie bardzo ladnie, a ja lubie ladne okladki, haha

    Buziaki xx ZYCIEDLAPASJI.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje pierwsze zetknięcie z tym autorem i na pewno nie ostatnie!

      Usuń

dziękuję za Twój komentarz! ♡

jeśli masz do mnie pytanie, zadaj je pod najnowszym wpisem :)