Jeżeli jesteście tu ze mną od jakiegoś czasu, to z pewnością wiecie, jak ważne są w moim życiu paznokcie. Brzmi to jak najgorszy możliwy wstęp do posta, jaki kiedykolwiek powstał, ale taka jest prawda - zadbane, idealnie pomalowane, odpowiednio ukształtowane, czyli krótko mówiąc estetycznie wyglądające paznokcie są, tak jak same dłonie, wizytówką człowieka. Osobiście mam na tym punkcie (nie)małego bzika i obgryzione, poranione skórki i bylejakość w malowaniu to coś, na co bardzo zwracam uwagę i co często działa mi na nerwy. Być może przesadzam, ale nabyty perfekcjonizm (nie żebym się przechwalała) dość zauważalnie zmienia mój światopogląd. W związku z tym wciąż szukam lakierów-ideałów w jak najlepszej cenie, o kryciu przy MAKSYMALNIE 3 warstwach (w porywach), a nie przy 7 (stay tuned), krótkim czasie schnięcia i trwałości w granicach >3 dni. Skoro już nakreśliłam wam moje oczekiwania, jakie posiadam dla dobrego lakieru, możemy przejść do recenzji tytułowego maluszka. Zapraszam!
17 marca 2016
6 marca 2016
jak (nie) ściągać hybrydy w domowym zaciszu
Hej hej!
Dzisiejszy post jest wynikiem mojego paznokciowego eksperymentu. W tym poście wspominałam, że jedną z pozycji na chciejliście na 2016 jest zestaw do robienia hybryd. Pozwolę sobie na trochę przydługi wstęp, a potem przejdę już do tematu przewodniego tego posta.
Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie spróbowanie manikiuru hybrydowego. Z jednej strony kusiła mnie obiecywana trwałość, ale jednocześnie odkładałam plany na "kiedyś", bo zawsze miałam ważniejsze wydatki i inne sprawy na głowie. I w końcu, pewnego pięknego dnia, w ramach prezentu urodzinowego dostałam wizytę w salonie na założenie takowych paznokci. Spośród wieeeelu inspirujących wzorów i kolorów wybrałam ten imitujący czarny marmur. Noszenie tego typu paznokci uświadomiło mi, w jak dużym stopniu coś ciągle przy nich działam. Moje ciągłe skubanie i owe działanie w okolicy skórek i nasady paznokci poskutkowało podważeniem lakieru i decyzją o ich ściągnięciu po upływie 16 dni. Jako, że nie miałam ochoty jeździć ani wydawać pieniędzy na ściągnięcie hybrydy, a naczytałam i naoglądałam się już mnóstwo materiałów na temat tej czynności, postanowiłam zrobić to sama, z zakodowanym w podświadomości hasłem "paznokcie nie palce, odrosną" w przypadku porażki. Tym samym pragnę przejść już do meritum i pokazać wam, jak to zrobiłam. Od razu wspomnę, że nie obeszło się bez strat i po tym zabiegu pazury jednak (mocno) ucierpiały. Ciężko mi stwierdzić, jak duży wpływ na ich stan miało zmatowienie bloczkiem przed nałożeniem wszystkich warstw, a jaki namaczanie w zmywaczu czy późniejsze (nieco nieumiejętne i momentami z użyciem zbyt dużej siły) ściąganie patyczkiem do skórek. Ponadto warto wspomnieć, że nie ściągnęłam manikiuru w całości - nie byłam pewna, czy miejscowe zgrubienia (? - nie wiem jak inaczej je określić; lekko wypukłe, nieregularne plamki) to resztki bazy, czy łuszcząca się płytka, więc zostawiłam je w spokoju. Można więc powiedzieć, że dzisiejszy wpis to taki trochę anty-tutorial. Tak czy inaczej, serdecznie was na niego zapraszam!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
