Hej hej!
Przychodzę z kolejnymi ulubieńcami, a to oznacza kilka rzeczy: po pierwsze - minął kolejny miesiąc, a ja wciąż nie przeszłam do realizacji większości postanowień noworocznych; po drugie - skończyły się wakacje i lada dzień wracamy do szkoły; po trzecie - upłynął jeden z aktywniejszych dla mnie miesięcy, zarówno w życiu, jak i na blogu i mam nadzieję, że teraz nagle tempo nie zwolni. Z należytym rozpędem wkraczam więc we wrzesień, a dla was mam kilka zdań o produktach wyjątkowo bliskich mojemu sercu w ostatnich tygodniach.
W tym miesiącu przeprosiłam się z kamuflażem Catrice w odcieniu 020, od którego zrobiłam sobie dłuższą przerwę. Moje atopowe problemy z cerą nieco się uspokoiły, więc mogłam pozwolić sobie na używanie tego korektora. Produkt niestety nie komponuje się dobrze z najmniejszą suchą skórką i o ile niedoskonałości nie są dla niego problemem, o tyle przesuszone miejsca już tak. Wygląda wtedy po prostu źle. W sierpniu jednak udało mi się doprowadzić buzię do względnego porządku i zamiast Healthy Mix'a na całą twarz nakładam korektor wokół i na sam nos oraz w okolicach brody. Przypudrowany trzyma się cały dzień, nie waży się i nie spływa.
W sierpniu wróciłam do jeszcze jednego kosmetyku, a mianowicie rozświetlacza Gold z Lovely. W pewnym momencie zaczęło mi się wydawać, że widzę w nim brokat i nagle przestał mi się podobać, natomiast później zauważyłam, że KAŻDY rozświetlacz w konkretnym słońcu będzie miał widoczne drobinki. Poza tym spadł mi mój rozświetlacz z My Secret i mimo sprasowania metodą na spirytus po kompletnej rozsypce, dalej coś mi w nim nie gra i chyba będę musiała się go pozbyć. Nie chcę powiedzieć, że Gold jest mniej napigmentowany albo, że daje słabszy blask w porównaniu z tym z MS, bo nadal jest przepiękny, a wspomniana ofiara upadku po prostu jest MEGAHIPER mocna i daje efekt mokrej skóry. Ten z Lovely jest łatwiejszy w obsłudze i nie wymaga aż takiej uwagi przy aplikacji, co dla niektórych może być lepszym wyjściem. Ale nadal uwielbiam oba!
Na początku miesiąca poznałam ideę Bullet Journalingu, któremu w przyszłości chcę poświęcić osobny wpis. Pic polega na tym, że w jednym zeszycie mamy kalendarz, listę zadań, rzeczy, które nas inspirują i cokolwiek innego chcemy tam wrzucić. Powiem wam szczerze, że wciągnęłam się w to nieprzeciętnie i porzuciłam kolorowanki na rzecz tego właśnie zeszytowania. Uznałam, że klasa maturalna to najwyższy czas na ogarnięcie swojego życia i choć częściowe trzymanie się planu, a przez olewanie obowiązków i zwlekaniem ze wszystkim do ostatniej chwili sprawi, że w maju obudzę się z ręką w nocniku (ulubione powiedzonko mojej rodzicielki oraz mojego nauczyciela francuskiego z języka, pozdrawiam obojga!). Kiedy tylko zapełnię więcej stron, rozłożę go wam tu na czynniki pierwsze i być może i wy wciągniecie się w zeszytowanie. *Spodobało mi się stwierdzenie "zeszytowanie" - zostawić?*
Postanowiłam dorzucić do ulubieńców coś nowego - słuchane namiętnie piosenki ubiegłego miesiąca. A nuż widelec dzięki mnie odkryjecie nieznanych sobie wcześniej wykonawców :).
Banks - Mind Games // od kiedy zaczęłam zgłębiać jej twórczość w lipcu, przepadłam i gdy tylko usłyszałam najnowsze nagrania z płyty, która ma się ukazać pod koniec września, przepadłam po raz drugi. Jak na razie podobają mi się wszystkie opublikowane utwory, choć najbardziej do gustu przypadł mi właśnie Mind Games.
Noah Guthrie - Sexy and I know it (LMFAO cover) // kiedy koleżanka włączyła mi ten filmik, stwierdziłam omg to będzie słabe ale NIE MOGŁAM SIĘ BARDZIEJ MYLIĆ. Głos tego chłopaka jest absolutnie przewspaniały, hipnotyzujący i magiczny. Słucham tego praktycznie codziennie i wciąż nie mam dość.
Barns Courtney - Fire // na koniec mam dla was utwór, który usłyszałam na napisach końcowych filmu Burnt i dzięki temu poznałam przekozacki utwór, bardzo w moim stylu, z fajnym teledyskiem i dobrym tekstem. Czego chcieć więcej?
Kosmetycznie miniony miesiąc był dość minimalistyczny, mam więc nadzieję, że dodatek w postaci muzyki trochę urozmaicił tego posta. Jak zawsze, zachęcam was do komentowania na temat wspomnianych rzeczy i podrzucanie własnych ulubieńców.
Love you,
K.
Kosmetycznie miniony miesiąc był dość minimalistyczny, mam więc nadzieję, że dodatek w postaci muzyki trochę urozmaicił tego posta. Jak zawsze, zachęcam was do komentowania na temat wspomnianych rzeczy i podrzucanie własnych ulubieńców.
Love you,
K.
Ja chcę już post z zeszytowaniem! A sama muszę sobie chyba kupić jakieś kolorowanki, bo ostatnio potrzebuję czegoś na odstresowanie. Myślałam też żeby kupić sobie sudoku lol.
OdpowiedzUsuńZeszytowanie już niedługo, ale mam w najbliższej przyszłości jeszcze parę innych wpisów. A kolorowanki polecam z całego serca!
Usuń