Hej hej!
Wróciłam już cała i zdrowa z Niemiec i na dniach znowu ruszam w drogę. Sierpień niespodziewanie stał się dla mnie bardzo aktywny i dość spontaniczny, z czego niezmiernie się cieszę i czerpię z resztki wakacji pełnymi garściami, żeby naładować akumulatory przed powrotem do szkoły. A wracając do posta - dziś mam dla was kolejną odsłonę projektu denko. Wykończyłam w ciągu ostatnich tygodni kilka produktów i myślę, że ta część może być dość ciekawa. By przekonać się, czy faktycznie tak jest, zapraszam do dalszej lektury!
W dzisiejszym poście nie zobaczycie żadnej kolorówki - tylko samą pielęgnację. Do tej pory zawsze wolałam czytać posty stricte makijażowe, ale powoli zaczynam doceniać wpisy poświęcone właśnie pielęgnacji. Bez zbędnego przedłużania, przejdźmy do sedna!
TWARZ
1) Nivea Men post shave balm (sensitive) - przyjemny kremik na co dzień, który świetnie sprawdza się w roli bazy pod makijaż lub jako łagodzący balsam np. po depilacji twarzy. W obiegu mam już drugie opakowanie; kolejny raz w wersji miniaturowej, bo przeliczenie ceny na mililitry wypada tu korzystniej, a produkt sam w sobie jest piekielnie wydajny).
2) Lirene żel do mycia twarzy nawilżająco-odświeżający - producent zmienił opakowanie, na zdjęciu widzicie jeszcze starą wersję; pisałam o tym żelu już nie raz i nie dwa. Jest to mój życiowy ulubieniec - zmywa makijaż, nie podrażnia, nie wysusza, łagodzi cerę i zużyłam już chyba ze sto opakowań.
3) Garnier płyn micelarny 3w1 - ulubiony micel, którego chwilowo odstawiłam na rzecz innego z Uriage, którego dostałam w prezencie od przyjaciółki, ale do którego jeszcze na pewno wrócę. Robi, co ma robić: zmywa makijaż bez podrażnień (nawet delikatne okolice oczu), nie zostawia lepkiej warstewki na twarzy i starcza na długo dzięki swej dużej pojemności 400 ml.
4) La Roche-Posay Cicaplast Baume B5 - ostatnio uratował moją buzię, która ni stąd ni zowąd dostała strasznego uczulenia i wyglądała po prostu okropnie. Nadal nie jest idealnie, ale dzięki temu kremowi oraz paru moim maściom na receptę wychodzę na prostą.
5) Ziaja maseczki do twarzy - na zdjęciu zachowałam najładniej prezentujący się egzemplarz, akurat w wersji nawilżającej z glinką zieloną, choć i tak moim ukochanym wariantem jest ten regenerujący z glinką brązową.
*więcej o większości wspomnianych w tej piątce produktów pisałam już w tych ulubieńcach)*
CIAŁO, WŁOSY I PAZNOKCIE
1) Dove Silk Glow żel pod prysznic - szczerze mówiąc, nie zauroczył mnie. Myć - myje, ale nie podpasował mi jego zapach, a nawilżenie nie było spektakularne. Wolę inne wersje tego producenta.
2) Uriage woda termalna - mój hit. Ten konkretny produkt nie wymaga przecierania, po prostu rozpylamy mgiełkę na twarzy. Używałam jej tylko do twarzy, głównie do pozbywania się pudrowości makijażu czy po przebudzeniu lub też po zmyciu maseczki do twarzy. Na pewno wkrótce zaopatrzę się w nowe opakowanie.
3) Vitapil lotion do skóry głowy hamujący wypadanie włosów - byłam dość sceptycznie nastawiona do tego produktu, ale muszę stwierdzić, że jest naprawdę fajny. Nie wpływa zbytnio na zwiększony przyrost baby hair, ale na pewno w sporym stopniu redukuje wypadanie włosów, które do niedawna bardzo mi doskwierało. Poza tym dzięki niemu moje włosy super się układały - nie były pozostawione same sobie, bo saute wyglądają raczej nijako, ale poprzez stworzenie pewnego rodzaju otoczki na włosach dodawał im tekstury i dzięki temu miały większą objętość. Ciężko mi to wytłumaczyć słowami, musicie po prostu mi uwierzyć!
4) Neonail cleaner - nie ma co dużo o nim opowiadać; po niecałych czterech miesiącach robienia hybryd wycisnęłam z niego wszystko co do ostatniej kropli i w użytku jest już nowa buteleczka.
ZAPACHY
1) Boum vanille & sa pomme d'amour - jeden z moich ulubieńców wszechczasów, czyli słodki, "jedzeniowy" zapach wanilii. Bardzo mój, wiele osób mnie z nim kojarzy i kiedy już wykończę choć część napoczętych flakonów, na pewno wróci do mojej kolekcji.
2) Bruno Banani dangerous woman - dostałam go od A. i używałam z przyjemnością. Czy kupię ponownie? Sama nie wiem, być może i tak. Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo w opisywaniu zapachów jestem baaaardzo słaba, więc posłużę się opisem znalezionym w internecie - nuta głowy: czarna porzeczka; nuta serca: nuty kwiatowe i
mleko kokosowe; nuty głębi: wanilia i heliotrop.
Na ten moment to wszystko. Koniecznie napiszcie, czy któreś z przestawionych produktów są wam znane oraz jakie są wasze odczucia na ich temat!
Love you,
K.
Dobrze, że krem z La Roche Ci przypasował! No i jeśli chodzi o żele Dove to ostatnio miałam zapach pistacjowy i był sztos! A do demakijażu polecam płyn micelarny z Dermedic, jest super i nie podrażnia, dla mnie lepszy od Garniera.:)
OdpowiedzUsuńO tak, pistacjowy jest super! Dermedica nie próbowałam, może sięgnę po niego w następnej kolejności, dzięki za rekomendację :)
Usuń