3 sierpnia 2016

ulubieńcy lipca

Hej hej!

Dziś mam dla was ulubieńców miesiąca. Lipiec minął mi stanowczo zbyt szybko, a to przez ciągłe wyjazdy i sprawunki. W sierpniu nie zwalniam tempa i dalej lecę z kopyta - postanowiłam wyjść z życiowego dołka i wziąć się w garść, stąd multum zajęć. Tak czy inaczej, jeśli jesteście ciekawi, co zasłużyło sobie na miano ulubieńca w minionym miesiącu, zapraszam dalej!


Zacznę od tego, że ulubieńców nie mam zbyt wiele, ale są one naprawdę udane i dzielnie służyły mi przez cały lipiec. 

Przede wszystkim są to kolorowanki antystresowe. Pierwszą (mniejszą) książeczkę kupiłam już kilka dobrych miesięcy temu i do tej uzupełniłam może ze trzy strony. Sytuacja zmieniła się, gdy w księgarni na przecenie wyczaiłam większy egzemplarz z tematyką ściśle związaną z przyrodą. Obie są wspaniałe, obie namiętnie wypełniam i spędziłam nad nimi długie godziny podczas ostatnich wyjazdów na działkę. Jeżeli akurat nie kolorowałam, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że malowałam henną. Wciągnęłam się już w zeszłym roku i od tamtego czasu co roku w okresie wakacji chodzę wymalowana, głównie na rękach, choć ostatnio zrobiłam (nieskromnie powiem) przepiękny, duży wzór na udzie i byłam dumna jak nigdy. Ta, której używam do tatuowania to nie pierwsza lepsza sklepowa henna do brwi czy rzęs, a taka z rożka mehandi, kupowana wciąż u tego samego sprawdzonego sprzedawcy na allegro. Taki zakup to koszt tylko kilku złotych, a jedna tubka pozwoli na obskoczenie kilku dziarek.

Jeśli zaś chodzi o makijaż, to na co dzień stawiam na minimalizm - krem, puder matujący, coś na brwi i koniec zabawy. Jeśli miałam więcej czasu i ochoty, a pogoda nie przekraczała pułapu >25 stopni, decydowałam się na pomalowanie ust lub zrobienie kresek. W ujarzmieniu brwi pomaga mi brązowy żel z Wibo. Przerażać na pierwszy rzut oka mogą zawarte w nim drobiny, ale po nałożeniu wygląda super naturalnie i jest naprawdę spoko w swojej kategorii cenowej. Na ustach często lądowała kredka do ust Nude Lips, również z Wibo, o numerku 3. Ma bardzo ładny, ceglasto-przygaszony kolor, nieco zbliżony do naturalnego odcienia moich warg, ale żywszy i bardziej czerwonawy. Wygląda naprawdę ładnie, gładko się rozprowadza, równomiernie się zjada, nie wysusza ust na wiór (a należę do osób bardzo na to podatnych) i ma zadowalającą trwałość. Z czasem nieco blednie, ale nie robi plam i prześwitów. W dodatku kosztuje ok. 7 złotych! Wspomniane kreski, choć nie goszczą u mnie często, ostatnio muszą być robione eyelinerem z Catrice w wersji wodoodpornej. Jest genialny! Nie odbija się, nie rozmazuje, jest prze-czarny, gładziutko się nim maluje, szybko zasycha i po prostu jest bardzo dobrym eyelinerem, którego polecę każdej kreskoperfekcjonistce. I znowu cena nie jest wysoka.

W pielęgnacji stawiałam na sprawdzone produkty, i o ile nie będę pisać wam po raz tysięczny o moim niebieskim żelu do mycia twarzy z Lirene albo maściach na AZS, tak napomnę krótko o mojej ulubionej pomadce ochronnej do ust, którą jest Alterra rumiankowa. Za kilka złotych dostajemy bardzo zgrabne opakowanie, które nie łamie się, nie luzuje i skrywa najlepszy balsam do ust, jakiego kiedykolwiek używałam. Ładnie pachnie, przede wszystkim bardzo dobrze działa i nie schodzi z ust po kilku(nastu) minutach, a siedzi na nich i robi swoje przed kilka ładnych godzin. Poza tym podobno przynosi wspaniałe rezultaty na brwiach i rzęsach - może niedługo zrobię podejście do tej metody, kto wie.


A jakie są wasze ulubione rzeczy w ostatnim czasie? Może nawet jakieś się pokrywają z tymi przedstawionymi w dzisiejszym poście? Piszcie!

Love you,
K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za Twój komentarz! ♡

jeśli masz do mnie pytanie, zadaj je pod najnowszym wpisem :)