Oficjalnie rozpoczął się luty, w związku z czym mam dla Was ulubieńców minionego miesiąca. Poza standardową odsłoną kosmetyczną mam również ogrom inspiracji muzycznych, więc nie będę przedłużać i od razu przejdę do sedna!
Zacznę od dwóch paletek.
Jedną z nich mam w swoich zbiorach już kupę czasu, w którym lustro zdążyło się stłuc, zawiasy pęknąć, a róż wykruszyć przy upadku. Po niecałych dwóch latach jej stan prezentuje się tak, jak na powyższym zdjęciu. Jak prezentowała się na początku możecie zobaczyć w tym wpisie, macie tam też swatche kolorów. Przez długi czas leżała nieużywana z wyjątkiem nielicznych, krótkich faz lub w roli cieni do powiek. Od kiedy zaczęłam znowu robić pełen makijaż (jak to mam w zwyczaju w chłodniejszych porach roku, bo latem stawiam na minimalizm), odrobina różu towarzyszy mi praktycznie każdego poranka i jestem zaskoczona, jak dobrze się w nim czuję. Miałam okres, w którym namiętnie przykrywałam wszelkie przebarwienia i zaczerwienienia i nie widziałam sensu w późniejszym dodawaniu różowych odcieni do dopiero co zaszpachlowanej twarzy. Teraz dostrzegam urok delikatnego rumieńca.
Rozpisałam się jak szalona; suma sumarum - wróciłam do używania różu do twarzy, korzystam w tym celu z MUR Sugar&Spice, sprawdza się świetnie, często służy mi też w roli palety cieni do powiek. Koniec kropka.
Druga z paletek dołączyła do mnie całkiem niedawno i jest to MUR Essential Mattes. Szczególnie namiętnie używam ostatnich dwóch fioletów, zimnego i ciepłego brązu i pierwszego beżu. Planuję o niej osobny wpis, więc teraz powiem Wam tylko, że jest naprawdę przyzwoicie napigmentowana (nie są to dosłownie prasowane pigmenty, co dla mnie jest zaletą - nie ma ryzyka zrobienia sobie plamy przy blendowaniu, a kolor z łatwością się buduje) i za tę cenę (dwie dyszki) nie szukałabym innej.
W bardziej rozbudowanych makijażach towarzyszyły mi ostatnio często kreski eyelinerem. Ulubionym na tę chwilę jest Eveline Celebrities Eyeliner. Ma super pędzelek, którym bardzo łatwo mi się maluje, a musicie wiedzieć, że kreski często uciekają mi w dwie różne strony. Jedna na Maroko, druga na Kaukaz, jedna cieniutka, a druga grubaśna, jedna ostra, a druga tępo zakończona. Z tym produktem ich malowanie staje się przyjemnością i idzie jak po maśle.
Na oczach często lądowały cienie Freedom (które miały swoje pięć minut w tym poście). Pisałam o nich w recenzji, więc nie będę przedłużać i tak rozbudowanego już posta.
Do codziennego szpachlowania twarzy powrócił bronzer z Kobo. Na nowo go sprasowałam, bo jak wiecie z lektury bloga, wkrótce po dołączeniu do moich zasobów spadł z parapetu. Daje piękny efekt na twarzy i trzyma się nienagannie. Dołączyłam do swojego makijażu też technikę rodem z show drag queen, czyli baking. Nie pudruję ekstremalnie (jak patrickstarrr), ale dodaję warstwę pudru ryżowego gąbeczką pod oczami, by zapobiec zebraniu się produktu w załamaniach, w zagięciach nosa, by przedłużyć mat i pod konturowaniem, żeby "wyostrzyć" jego linię. Nakładam warstwę pudru i trzymam go na twarzy do momentu umalowania brwi. Na koniec omiatam twarz puszystym, dużym pędzlem, by pozbyć się nadmiaru.
W kwestii pielęgnacji przede wszystkim królował żel z Ziai - kuracja lipidowa - oczyszczanie, demakijaż dla skóry alergicznej, atopowej i wysuszonej. Stosuję go jako pierwszy krok w demakijażu, pozbywając się większości zanieczyszczeń i "domywając" twarz płynem micelarnym później. Kilka razy w tygodniu po tym kroku nakładam kolejną pompkę na szczoteczkę do twarzy z Rossmanna i masuję twarz, wykonując peeling. Zauważyłam ostatnio ogromną poprawę w stanie cery i sądzę, że niemała w niej zasługa tego połączenia. Wiem, że w poście z pielęgnacją mówiłam o rezygnacji z żelu do twarzy, ale znalazłam swój ideał, który zostawia buzię mięciutką i nawilżoną po umyciu.
Efekt bakingu nieco łagodził tonik antyoksydacja, również z Ziai. Poza standardowym zastosowaniem w pielęgnacji fantastycznie sprawdza się też do wykańczania makijażu, eliminując nadmierną pudrowość.
Jeżeli chodzi o ulubieńców kosmetycznych, dotarliśmy do końca, ale zostały nam jeszcze inspiracje muzyczne. W styczniu odkryłam multum fajnych utworów; niestety nie wszystkie z nich udało mi się znaleźć na youtubie. Większość pochodzi z playlist polecanych przez Spotify co poniedziałek i tam właśnie znajdziecie np. nowość od Halsey - Not Afraid Anymore czy Criminal od COASTL WOLF. Resztę podlinkuję Wam z yt. Wśród pozostałych utworów znalazły się My Songs Know What You Did In The Dark Fall Out Boy, Mad About You w wersji koncertowej Hooverphonic, Serious Neon Hitch, Wake Me Up Sarah Walk czy ukochane Kaleo i ich Vor í Vaglaskógi, czyli piosenka po... islandzku. Uwielbiam wszystkie razem i każde z osobna.
Po dłuuugim wpisie dotarliśmy już do końca. Dajcie znać, czy któryś ze wspomnianych ulubieńców jest Wam znany. Ciekawa jestem też, czy przypadły Wam do gustu inspiracje muzyczne tego miesiąca. Czekam też na propozycje Waszych ulubionych utworów, bo zawsze z chęcią odkrywam muzyczne nowości.
Ostatni tydzień z ajką cieszył się dużym powodzeniem, a dla mnie stanowił ogromną frajdę w tworzeniu, dlatego postanowiłam wrócić z tą serią; każdy pierwszy tydzień miesiąca będzie obfitował w codzienne posty, zaczynając od dzisiaj. To taka moja mała niespodzianka. Do tego w tym tygodniu stuknie mi setny wpis na blogu i w związku z tym ciekawi mnie jedna rzecz - bylibyście zainteresowani postem "50 faktów o mnie" lub innym wpisem tego typu? Jeżeli tak, to dajcie znać, na jakie pytania miałabym odpowiedzieć.
Ostatecznie kończę tasiemca i zapraszam Was na jutrzejszy wpis.
Love you,
K.
Więc tak, bardzo cieszę się na kolejny tydzień z postami każdego dnia i z chęcią przeczytam 50 faktów o mnie (naprawdę z wielką chęcią XD). Żel z ziaji też mam i używam, ciekawe kto Ci go polecił hmmm..., a teraz zachęciłaś mnie do kupienia takiej szczoteczki do twarzy! Szkoda, że nie jestem przy hajsie, ale może kiedyś się skuszę. Pozdrawiam, przesyłam uściski, pa!
OdpowiedzUsuń+ Mad about you to sztos!!!
UsuńTaka jedna typiara kiedyś o nim wspomniała 😏 A szczoteczka jest supi i nie musisz być przy hajsie bo kosztuje grosze!
OdpowiedzUsuńgrosze to ile grazyna?
UsuńKupowałam za piątaka na promce
Usuń