26 lutego 2017

serialowe top 5, czyli co oglądam, gdy powinnam się uczyć

Hej hej!

Jak widzicie po tytule, dzisiaj kolejna odsłona rankingu ulubionych. Tym razem na celownik biorę seriale, które ostatnimi czasy zaczęły królować u mnie nad filmami. Od razu powiem, że w planach mam jeszcze kilka, o ile nie kilkanaście pozycji, więc za jakiś czas (raczej później niż wcześniej) pojawi się kolejny tego typu wpis. Jeżeli ciekawi Was, w towarzystwie jakich produkcji marnuję cenny czas, w którym powinnam zakuwać do matury, zapraszam do dalszej lektury!




Saving people, hunting things. The family business. Absolutny ulubieniec wszech czasów, którego 12 sezonów obejrzałam w kilka miesięcy, to Nie z tego świata. Bracia Sam i Dean Winchesterowie w każdym sezonie zmagają się z innymi potwornymi (dosłownie i w przenośni) przeszkodami. Demony, duchy, anioły, wampiry i wilkołaki - z nimi mierzą się główni bohaterowie. O reszcie kreatur nie wspomnę, bo nie chcę nic spoilerować. Powiem Wam tylko, że jeśli chcecie zabrać się za oglądanie, nie odpuszczajcie po kilku sezonach (nie pamiętam już dokładnie które, ale ze dwa sezony były trochę nudnawe i chciałam się poddać, ale najnowsze to sztos!). Gdy ostatnio przewinął mi się gdzieś obrazek z pierwszego sezonu ciężko było mi uwierzyć, jaką transformację przeszli zarówno Jensen Ackles (Dean), jak i Jared Padalecki (Sam). Na początku wyglądali jak bohaterowie serii o nastolatkach, szczególnie Jared, który obecnie jest mocnym 9/10.



Produkcja, która co prawda ma cztery sezony, ale tylko po 3 odcinki w serii, to Sherlock. W roli tytułowej fenomenalny Benedict Cumberbatch, którego gra aktorska powala na kolana. Podejść do Holmesa było już niemało, co więc niezwykłego w tej wersji? Fabuła osadzona jest w czasach współczesnych, Holmes niezmiennie jest detektywem, ale nie rozstaje się ze smartfonem, stosuje plastry nikotynowe i jeździ taksówkami. Watson z kolei jest lekarzem i weteranem wojennym, walczył w Afganistanie, a jego ukochana ma owitą tajemnicą przeszłość. Grzechem byłoby nie wspomnieć o wcieleniu Moriarty'ego, które stworzył Andrew Scott, bo jest absolutnie bezbłędne. Must-watch dla każdego miłośnika kryminałów i produkcji detektywistycznych.



Serial, który zaczęłam oglądać jakoś na początku liceum, czyli Teen Wolf, to kolejna potworna produkcja. Motyw przewodni stanowią wilkołaki, ale przewijają się też inne niestworzone kreatury i ludzie siejący zamęt. Cała akcja osadzona jest w (nie)typowym amerykańskim liceum i, szczególnie w pierwszych sezonach, obfituje w wątki miłosne i związane z nimi wydarzenia momentami są wręcz śmieszne: sztampowe, stereotypowe i tandetne. Mimo wszystko całość bardzo dobrze się ogląda, szczególnie w późniejszych sezonach, kiedy bohaterowie dojrzewają, a główny bohater z popychadła wyrasta na solidne 9/10.
Za Orange Is the New Black zabrałam się podczas ostatniej choroby, a mam za sobą już prawie 3 sezony. Historia związana jest z kobietą, która trafia za kratki za błędy młodości. Serial wciąga, choć nie jest bez wad. W tym momencie Piper już działa mi na nerwy i wolę poboczne wątki innych więźniarek. Bez komentarza nie mogę zostawić Szalonookiej Sue, bo Uzo Aduba niesamowicie stworzyła tę postać i wiernie oddała wariackie oblicze tej bohaterki.



Everybody lies. Słysząc Hugh Laurie, na pewno 90% osób pomyśli Dr. House. Jeśli mam być szczera, to nie obejrzałam go w całości - miałam na niego fazy w gimnazjum i nie pamiętam już nawet, w którym momencie skończyłam. Jednak z ręką na sercu i z czystym sumieniem mogę Wam ten serial polecić. Szczery do bólu, samotny, zgorzkniały i uzależniony od morfiny Gregory House jednocześnie jest wybitnym lekarzem, który ujął mnie swoją ironią i życiowym realizmem. 



A co Wy oglądacie? Czekam na Wasze rekomendacje, bo muszę mieć zajęcie na długie miesiące po maturze :D. Żarty żartami, ale koniecznie napiszcie, jakie są Wasze ulubione seriale i czy macie do polecenia coś w klimacie wyżej wymienionych produkcji. Tymczasem żegnam się z Wami i do szybkiego napisania!

Love you,
K.

5 komentarzy:

  1. Muszę się wreszcie zabrać za Sherlocka! Co do Orange, to Piper też już mnie wkurzała dlatego przestałam oglądać... Ja polecam The 100!!! (po raz 37 hehe), teraz oglądam nowość netflixa Riverdale i też jest super no i wczoraj zaczęłam Stranger Things, który podobno jet sztosem, ale potem boję się spać haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ogólnie to też sumiennie się uczę......

      Usuń
    2. The 100 już mam na liście, ale o Riverdale jeszcze nie słyszałam. Stranger Things jest wszędzie, więc chyba czas się zainteresować. A nauka to ofkors nasz priorytet!

      Usuń
    3. bo riverdale jest noweee

      Usuń
  2. Ja z seriali oglądaj tylko The 100 i The walking dead:)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za Twój komentarz! ♡

jeśli masz do mnie pytanie, zadaj je pod najnowszym wpisem :)