W ostatnim wpisie zrobiłam Wam przerwę od Makeup Revolution, a dzisiaj wracam z kolejnym urozmaiceniem. Opowiem Wam o jednych z bardziej unikatowych cieni w mojej kolekcji, które podchodzą z Glamshopu, czyli sklepu naszej youtubowej Hani Knopińskiej. Parę lat temu pisałam Wam o pędzlach z tej marki (o których zrobię wkrótce update), a dziś padło na naoczne świecidełka. Jeśli ciekawią Was glamshopowe cienie, to zapraszam!
Lecimy z recenzją!
Cienie kosztują po 13 zł za sztukę, ale co i rusz organizowane są promki na nawet do 50%, jakieś darmowe dostawy, szmery bajery i tak dalej, więc zdecydowanie polecam wyczaić taką okazję do zakupu (najczęściej w okolicy świąt, wielkanocy, dnia matki, dnia kobiet, black friday itp.).
Ja jako osoba przyzwyczajona do tanich cieni trochę zwlekałam z zakupami, bo jednak w cenie powiedzmy czterech Glamshadows mam paletę Revolution. Stwierdziłam jednak, że skoro czaiłam się na nie praktycznie od dnia premiery, to w końcu przestanę być żałosnym cebulakiem i gdy tylko pojawi się jakaś zniżka, to wypróbuję czegoś nowego. Przy okazji musiałam zaopatrzyć się też w paletę magnetyczną, żeby móc gdzieś te gagatki umieścić.
Na co się skusiłam? Na całą kupę duochromów i żarówiastą czerwień. Czerń w palecie nie pochodzi z glamshopu. Mamy tu Dominikanę, czyli prawdziwie aqua błękit ze złotą poświatą, Holo i Jednorożca, czyli pastelowe subtelniaczki , kolejno fioletowo-miętowy i różowo-błękitny, mamy Rabarbar, czyli taki rose gold with a twist, bo na powiece robi cuda, których nie potrafię opisać. Mamy Perskie oko, czyli cieplutki, rudy brąz z zielonym, wręcz khaki blaskiem i Błękitny burgund, czyli przygaszony odcień czerwonego wina mieniący się na fioletowo-niebiesko. No i Alarm!, czyli matowy, intensywny czerwony.
Dominikana - jest chyba najbardziej miękka, a co za tym idzie najbardziej pyląca. Wymaga lepkiej bazy, by oddać swój prawdziwy potencjał, bo w przeciwnym razie potrafi rozłożyć się nierównomiernie. Kolor jest absolutnym sztosem i jestem w stanie poświęcić pracy odrobinie więcej uwagi, bo efekt końcowy jest naprawdę wow.
Holo - nie jest holo. Tak jak większość kosmetyków reklamujących się jako holo. (Fani Simplynailogical na pewno wiedzą, o czym mówię). Ja jednak nie zamówiłam go w poszukiwaniu efektu holo na powiece, a dla unikatowego koloru. To jasny, pastelowy fiołek? lawenda? fiolet? błyszczący się na miętowo. Jest przepiękny, ale przez swoją jasność nie daje zbytniego krycia. Dlatego znowu - albo używam go z bazą typu Glitter Primer z NYX, albo wklepuję na wierzch bazy kolorystycznej o podobnym tonie. Jeśli chodzi o formulację, to jest wciąż bardzo miękki i aksamitny, ale nie sypie się tak jak Dominikana.
Jednorożec - kolejny delikates, jasnoróżowo-błękitny duochrom. Każde malowanie z jego udziałem kończy się komplementami dotyczącymi tego, co mam na powiekach. Powiedziałabym, że jest nieco mniej suchy niż Holo, ale wciąż daleko mu do Dominikany.
Rabarbar - hit weselny wszystkich koleżanek, które na tę okoliczność maluję. Trochę rose gold, trochę pomarańcz, trochę mauve. Kolor niesamowicie nieoczywisty i kolejny zbieracz komplementów. Formuła jest wręcz idealna - nie sypie się, a oddaje nienaganną pigmentację. Określiłabym, że jest pomiędzy Holo a Jednorożcem.
Perskie oko - taki bardziej interesujący dzienniak, bo ma w sobie ciepłobrązową bazę, ale ciekawy, zielonkawy błysk. Myślałam, że będzie bardziej benzynowy (to znaczy, że będzie miał bardziej czerwonawą, ciemniejszą bazę i nieco chłodniejszy, bardziej turkusowawy blask), ale szczerze mówiąc i w tej postaci mi się podoba. Formuła podobna do Rabarbaru.
Błękitny burgund - chyba największe rozczarowanie z całej gromadki. O ile na swatchu prezentuje się naprawdę ładnie, o tyle na oczach nie jestem w stanie wyciągnąć z niego pełni tego uroku. Próbowałam i na mokro z Duralinem, i z najzwyklejszą wodą, i z Glitter primerem, i tylko ten ostatni dał mi jako-taki rezultat. Niestety praca z nim jest strasznie energochłonna i za każdym razem zastanawiam się, czy dobrze wydałam te złocisze.
Alarm! - miał być uzupełnieniem kolekcji o typowy, żywy czerwony. I faktycznie, kolekcję uzupełnia, z tym że jak widzicie na swatchu, kolor zahacza o lekki koral/malinę, a nie iście strażacką czerwień. Jakimś cudem jednak na oczach wygląda już normalnie. Ze wszystkich przedstawionych dzisiaj Glamshadows, ten jest najbardziej suchy, ale jednocześnie nie można odmówić mu pigmentacji i suma summarum jestem z niego zadowolona.
Jeśli chodzi o tych parę duochromów, to przekazanie ich czarujących właściwości przez ekran jest właściwie niemożliwe. Rzecz ułatwia trochę nałożenie na ciemną, a w moim przypadku czarną bazę. Zobaczcie, co wyprawiają Jednorożec i Rabarbar <3.
Na koniec pokażę Wam jeszcze kilka malunków z instagrama z użyciem tych cieni:
![]() |
| górna powieka: Błękitny burgund na czarnej bazie |
![]() |
| wewnętrzna część powieki: Dominikana na białej bazie |
![]() |
| Holo |
![]() |
| Jednorożec na różowej kredce NYX Jumbo pencil |
![]() |
| Perskie oko |
![]() |
| Rabarbar |
Czekam teraz na jakieś większe promki albo targi w trójmieście, żeby przetestować najnowsze pigmenty Turbo, bo to co prezentuje Hania na kanale to sztosiwo.
To już wszystko, co na dziś dla Was przygotowałam. Dajcie znać, jak się Wam podobają te ślicznotki i czy znacie Glamshop. Jakich ulubieńców macie? Piszcie!
Love you,
K.











O mamo, ten rabarbar jest przeeepiekny! I jak to możliwe, że na czarnej bazie one się tak zmieniają? :o
OdpowiedzUsuńNiby kierunek związany z chemią i fizyką, a nie mam bladego pojęcia jak to działa haha. Pewnie coś z odbijaniem światła i wytłumieniem koloru bazowego, żeby wybijał sam refleks, ale jak na moje to jakieś czary.
Usuń