Jeżeli znacie mnie choć trochę to wiecie, że glow jest dla mnie obowiązkowym elementem makijażu i bez świecącego paska na poliku nie wyjdę z domu. W mojej kolekcji mam trzy sztuki rozświetlacza z MUR i przychodzę dziś do Was z porównaniem ich kolorów wraz z generalną recenzją. Jeżeli ciekawią Was te wypiekane błyskotki spod szyldu Makeup Revolution, zapraszam dalej!
Jako pierwszy w mojej kosmetyczce zawitał odcień Pink Lights, czyli liliowy, bardzo blady (teraz wręcz zbyt blady) kolor. Niedawno kolekcja rozszerzyła się o Golden Lights i Peach Lights, czyli nietypowe, bo nieco duochromowe odcienie.
Pierwszy z dwójki jest bardzo złoty (wręcz żółtawy) i niezwykle podoba mi się to, jak się prezentuje na mojej dość ciepłej cerze. Fakt faktem, jest dość jasny i kiedy bezpośrednio nie pada na niego światło, tworzy jaśniejszą plamę na policzku. Pomogła aplikacja go na róż :).
Peach lights ma z kolei różowy blask - i to naprawdę intensywny! W przeciwieństwie do wyżej wymienionego odcienia, ten przy moim kolorze skóry wymaga odpowiedniej kolorystyki na oczach i pełnej tapety. W innym wypadku wygląda trochę nienaturalnie.
Jeśli chodzi o formułę, to jednocześnie jest dość sucha i pylasta, ale i aksamitna. Blask jest intensywny już przy pierwszej warstwie. Dają efekt pięknej, gładkiej tafli, ale w intensywnym słońcu można dostrzec drobinki.
Czy polecam? Jak najbardziej, pod warunkiem, że jesteście fankami glow rodem z instagrama albo z filmu NikkieTutorials. Jeżeli preferujecie naturalny wygląd i skórę rozświetloną od wewnątrz, możliwe, że się z tymi produktami nie polubicie. Żeby sprawdzić, czy to coś dla Was, najłatwiej będzie przekonać się o tym osobiście np. w Hebe, gdzie znajdują się szafy MUR.
Na koniec trochę parametrów technicznych: za 13-17 zł dostajemy 7,5 g produktu w dobrze wykonanym plastikowym opakowaniu. Kompakt jest dosłownie nie do zużycia, bo produktu jest dużo, a jednocześnie cechuje go niezwykła wydajność. Pink Lights mam od października lub listopada, a ubytek (a raczej jego brak) widać na zdjęciach niżej.
Na dziś to już wszystko! Koniecznie dajcie znać, czy mieliście styczność z tymi błyskotkami i co o nich myślicie. A jeśli są dla Was czymś nowym, to napiszcie, czy Was kuszą. O ile kochacie błysk na policzkach, to bez wątpienia powinniście je sobie sprawić :). Tymczasem żegnam się z Wami i do szybkiego napisania!
Love you,
K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za Twój komentarz! ♡
jeśli masz do mnie pytanie, zadaj je pod najnowszym wpisem :)